wtorek, 30 czerwca 2015

Podsumowanie Bookathonu!

2

Bookathon dobiegł końca w niedzielę, ale ja dopiero teraz robię podsumowanie, bo dopiero wczoraj (poniedziałek) obejrzałam ekranizację książki, więc skończyłam Bookathon. ;)
Niestety nie sprostałam dwóm wyzwaniom, a mianowicie nie przeczytałam książki, która czekała na mnie od lat ani książki z gatunku, po który sięgam najrzadziej. Pierwsza książka to były "Wampiry Hollywoodu" i ta pozycja była po prostu okropna. Myślę, że fabuła jest niezła - 3 wampiry-supergwiazdy kina zostają zamordowane, a świetny detektyw z policji i królowa horroru (też wampir) próbują odnaleźć mordercę.Ale styl pisania jest potworny i nie mogłam przebrnąć przez nią. Może kiedyś ją dokończę. 
Druga książka, czyli "Majubaju, czyli żyrafy wychodzą z szafy" okazała się bardzo zabawną pozycją, ale jednak czyta mi się wolno. Ale na pewno ją skończę, bo myślę, że warto ;)

Co do pozostałych czterech książek, które przeczytałam to:

1 "Bezduszna" Gail Carriger
W tej książce się zakochałam. Cudowna pozycja. Świetną powieścią rozpoczęłam maraton. 

2. "Noce w Rodanthe" Nicholas Sparks 
Klimatyczna i przyjemna książka o miłości :)

3. "Chemia śmierci" Simon Becket
Genialny thriller/ kryminał. Gorąco polecam! ;)

4. "Miasto kości" Cassandra Clare
Dobry wstęp do ciekawej serii ;) 

I przeczytałam 1506 stron. A wyzwanie miałam przeczytać 1500 stron, więc tak na styk ;)

Nie wypełniłam wszystkich wyzwań, więc troszkę się zawiodłam na sobie, ale i tak świetnie się bawiłam podczas tego maratonu, te konkursy i w ogóle! :D Czekam na kolejne edycje tych maratonów.. ;)

125. "Miasto kości" Cassandra Clare

0






"-Nie zakochałeś się jeszcze we właściwiej osobie?
-Niestety, moją jedyną miłością pozostaję ja sam.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej."









O tej książce, serii "Dary Anioła" i samej autorce słyszy się niesamowicie dużo pochlebnych rzeczy. "Dary Anioła" to ulubiona seria wielu osób. Więc i ja spróbowałam, chociaż nie powiem miałam pewne opory ;)

Pewnego dnia Clary zaczyna zauważać rzeczy i osoby, których nie widzą inni ludzie. Na drugi dzień po tym odkryciu jej matka znika, a z pomocą przychodzą jej Nocni Łowcy. Nocni Łowcy zabijają demony, aby nie zagrażały one Przyziemnym, czyli zwykłym ludziom (odpowiednik mugoli).

Bałam się tej książki, bo jednak zwykle rozczarowuje się takimi zachwalanymi pozycjami. A tu proszę! Podobało mi się. Nie powiem, ze była wspaniała i wyśmienita, ale przeciętniakiem to ona nie była. Myślę, że to zapowiedź ciekawej serii ;) 

Co mi się spodobało? 
Przede wszystkim humor. A poczucie humoru Jace to po prostu cudo. Jego pełne ironiczne żarty i przekomarzania z innymi bohaterami to coś wspaniałego i od razu go polubiłam! :D 
Druga sprawa to fabuła. Sięgając po tę książkę nie wiedziałam czego się spodziewać. Niby wiedziałam, że będzie coś o Nocnych Łowcach (ale kto to jest, nie miałam bladego pojęcia), coś o wampirach, wilkołakach. I na tym się moja wiedza kończyła. I inaczej to sobie wyobrażałam, ale to dobrze. Zaskoczyło mnie, a to dobry znak. ;) 
Co jeszcze było dobrego w książce? To bohaterowie. Clary może moja ulubioną postacią nie jest. Chociaż podobało mi się to, że nie wpadała w panikę i w płacz na każdym kroku. Jace'a, jak mówiłam polubiłam z miejsca, za jego poczucie humoru. Isabelle też polubiłam, za jej charakterek ;) Alec mnie od razu zniechęcił. Simon po pewnym czasie też mnie irytował. Za to Luke'a bardzo przypadł mi do gustu. ;) 

żródło: tumblr.com

Niemalże od razu sięgnęłam po film (bo to było takie wyzwanie, że potem musiałam obejrzeć ekranizację ;) ). Może źle zrobiłam, bo byłam na świeżo po lekturze i po 3 minutach filmu miałam ochotę zrobić listę rzeczy odbiegających od książki. Ale powiedziałam sobie, żeby oglądać ten film jako odrębny obraz, a nie jako ekranizację. I cóż, było nieźle. "Miasto kości" to nie jest mój ulubiony film, ale nie powiem - przyjemnie się go oglądało. Film odbiegał sporo od książki, więc nie ma co się czarować, że będzie to jakiś wyjątek ;) Co do aktorów, to prawie wszyscy pasowali mi do danych ról, chociaż i tak wyobrażałam sobie ich inaczej. Jedynie mam dwa zastrzeżenia. Jamie Campbell Bower, który grał Jace, kompletnie mi nie pasował wyglądem. Tak zupełnie, kompletnie. A postać Isabelle pozbawili charakterku, który miała w książce. 
Ale film na plus, dałabym taką 6/10, film sam w sobie niezły, ale jako ekranizacja to ja podziękuję ;)
Za to książka o wiele lepsza i już zamówiłam sobie kolejną część w bibliotece, więc czekam aż wreszcie po nią sięgnę ;)


Moja ocena:4+

Wyzwanie: Powieść, na podstawie której powstał film (+porównanie)
Wyzwanie Bookathonowe: Przeczytaj książkę i obejrzyj jej filmowa adaptację. 

124. "Chemia śmierci" Simon Beckett

0





"Zło nie zniknie tylko dlatego, że przestaniemy je dostrzegać."





Obowiązkowa lektura dla fanów serialu typu "CSI" i "Kości". A wszystko osadzone w małym miasteczku w Wielkiej Brytanii.

W Manham zostaje znalezione ciało okaleczonej kobiety. To wydarzenie wstrząsa miasteczkiem, bo jeśli mamy do czynienia z morderstwem na terenie małej wsi, to oznacza, że mordercę zna każdy i to może być każdy. A słynny antropolog, David Hunter, który zaszył się tu jako zwykły lekarz, zgodził się na współpracę  policją i próbuje odnaleźć sprawcę. 

Jeszcze przed wypożyczeniem tej książki z biblioteki czułam, że spodoba mi się ona. Wiedziałam, że to moje klimaty. Ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. Na okładce zwykle podkoloryzują książkę i nie sądziłam, że to co napisali o niej , będzie prawdą. Przecież to niemożliwe, żeby książka trzymała w napięciu od pierwszego zdania do ostatniego. Ale jednak to prawda! Nie raz, nie dwa, zdarzało mi się wstrzymywać oddech czy zakrywać ręką usta, które rozdziawiałam z przerażenia. 
I nie spodziewałam się kto zabiłam. Miałam swoich kandydatów, ale jednak okazało się, że to nie oni. 

"Chemia śmierci" to niezwykle porywający i zapierający dech  w piersiach thriller/kryminał. Akcja gna do przodu jak oszalała, opisy są krótkie, brutalne, krwawe, czyli to co lubię najbardziej ;)


Moja ocena: 6 - ulubiona!


Wyzwanie: Książka, która cię przeraża.
Wyzwanie Bookathonowe: Bestseller, którego jeszcze nie przeczytałeś.



123. "Noce w Rodanthe" Nicholas Sparks

4






 "Mam tylko nadzieję, że biegniesz do czegoś, a nie uciekasz przed czymś."






Ciągle przekonuje się do tego autora i jest coraz lepiej, chociaż jeszcze nie zakochałam się w ani jednej jego książce. 

W tej książce główna bohaterka, Adrienne, opowiada córce swoją historię prawdziwej miłości. 
Więcej o fabule możecie przeczytać z okładki książki. Albo nie musicie. Ja bym nie czytała, bo jednak jakoś lepiej czyta się ją bez dużej wiedzy na temat fabuły.

Ta opowieść miłości między dwójką dojrzałych ludzi była lekko banalna, ale przyjemna w czytaniu. Tę książkę określiłabym przymiotnikami typu: przyjemna, klimatyczna, smutna i lekko wzruszająca. 

Podobało mi się, nie zaprzeczę, ale nie nazwę tej książki arcydziełem. Nie porwała mnie bez reszty. I nie podobała mi się końcówka. Wydawało mi się, że autor wybrał najbardziej banalny sposób zakończenia tego wszystkiego. 

Moja ocena: 4-

Wyzwanie: Książka, którą polecił Ci znajomy.
Wyzwanie Bookathonowe: Książka, którą wybrała dla Ciebie inna osoba.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

wtorek, 23 czerwca 2015

Bookathon - Dzień pierwszy, drugi i trzeci

0


Dopiero zabieram się za druga książkę, a powinnam kończyć trzecią. "Troszeńkę" się zaniedbałam, ale nadrobię to. Moje zaniedbanie wynika z egzaminu, ale w sumie to jestem zadowolona, że podczas dwóch pierwszych dni skupiłam się na powtórce do egzaminu i spaniu po egzaminie, bo poszedł mi nawet nieźle. ;) 
Wracając do książek. Niedawno skończyłam "Bezduszną", nad którą rozpływam się tutaj. Zabieram się teraz za "Wampiry Hollywoodu". Mam nadzieję, że szybko mi pójdzie ;) No i wierzę, że uda mi się wypełnić wszystkie wyzwania do soboty. Bo ja tego nie zrobię? Ja? ;) :D

Powodzenia Bookathonowicze ;)