sobota, 16 lutego 2019

"Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego" Caleb Wilde

2

Miałam poznać kulisy zawodu przedsiębiorcy pogrzebowego, a dostałam wręcz traktat dotyczący śmierci i Boga. I niestety nie było to ciekawe.

Autor w swojej książce opowiada o swoim życiu, o wielu wątpliwościach, czy chce kontynuować rodzinną tradycję. Rodzina po stronie matki Caleba, jak i rodzina po stronie ojca, zajmuje się przedsiębiorstwem pogrzebowym I zupełnie rozumiem rozterki autora na temat jego przyszłości. I zupełnie rozumiem i współczuję, że autor razem z żoną są bezpłodni. Ale do jasnej cholery - jaki to ma związek z przedsiębiorstwem pogrzebowym?!

Oczywiście są fragmenty, które faktycznie opisują jak wygląda ta praca i z czym spotykają się ludzie, którzy wykonują ten zawód. Ale naprawdę, to są małe okruszki i wręcz poczułam się oszukana! Ja tu podjarana zaczynam czytanie, tytuł jest naprawdę super, a tutaj dostaję coś takiego.

Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego to pozycja filozoficzna na temat życia, śmierci, Boga.  Nie mam nic przeciwko takim książkom, ale gdy wiem, że po takie sięgam. Ale szczerze, to ja po takie pozycje nie czytam. Nie interesuje mnie to, może kiedyś zafascynuję się tym tematem, ale na razie na tym etapie życia, książki filozoficzne raczej mnie nie kręcą. Chociaż pewnie są jakieś wyjątki ;)

Potwornie się zawiodłam i z bólem serca muszę przyznać, że wynudziłam się jak mops. Tyle dobrego, że była do dosyć krótka książka i udało mi się przez nią przebrnąć. Ale w sekrecie Wam powiem, że gdyby była odrobinę dłuższa, to bym jej nie dokończyła. Książka zdecydowanie nie dla mnie, ale jeśli tylko lubicie pozycje filozoficzne, to myślę, że to może być książka dla Was ;)

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Horyzont



poniedziałek, 11 lutego 2019

wtorek, 5 lutego 2019

poniedziałek, 4 lutego 2019

"Nie zamierzam być gwiazdą, zamierzam zostać legendą."

2



Licząc od 27 listopada 2018 roku w kinie spędziłam 1072 minuty i nie żałuję ani jednej! Jeśli tylko obserwujecie mnie na Instagramie, to wiecie, że jestem totalnie zafiksowana na punkcie filmu Bohemian Rhapsody. Oczywiście, całą winę obarczam Anię z Instagrama anna.czar! To właśnie jej rekomendacje utwierdziły mnie, że muszę iść na ten film do kina. "Czułam się jak na koncercie" po tych słowach musiałam zobaczyć ten film w kinie. Gdy szłam na mój pierwszy seans nie sądziłam, że pójdę na niego jeszcze kolejne siedem razy! (W sekrecie powiem Wam, że jeszcze w tym tygodniu wybieram się dwa razy <3 ).

Kiedy tylko dowiedziałam się, że 2 listopada 2018 roku ma pojawić się w kinie film biograficzny o Freddiem i Queen, to wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Postanowiłam, że pójdę nawet na niego do kina. A musicie wiedzieć, że do kina wybieram się raz na ruski rok. Tak więc, to było dla mnie wielkie poświęcenie i wydarzenie ;) Chociaż troszkę się bałam tego filmu, że wyjdę zawiedziona, to jednak poszłam. Troszkę z opóźnieniem, bo dopiero 27 listopada. Z perspektywy czasu trochę żałuję, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale :D

Po pierwszym seansie wyszłam rozemocjonowana, zapłakana i mega szczęśliwa. Wtedy planowałam, żeby iść jeszcze raz. Bardzo niewinnie, no bo przecież nie jestem jakaś zwariowana, żeby iść na niego dziesięć razy (ups!). I po każdym seansie mówiłam sobie, że jeszcze tylko raz. Wciągnęło mnie niemiłosiernie i w tym tygodniu dobiję dyszki. Na więcej na razie nie liczę, bo szczerze wątpię, żeby jeszcze w marcu grali w kinie Bohemian Rhapsody (chociaż moje serduszko marzy o tym <3 ). Przyznam się, że za każdym razem bałam się, że ten film mi się znudzi. Ale nie, gdy tylko słyszę pierwsze nuty intra 20th Century Fox to przez kolejne 134 minut świat wokół mnie nie istnieje. Jestem tylko ja i film. Jest to po prostu niesamowite uczucie i miałam tylko tak z Klubem winowajców i Bogami (które obejrzałam kilka razy, ale na pewno nie dziesięć!).

Dla mnie cały film jest arcydziełem i każda scena jest cudowna. Bardzo podobały mi się kadry, niuanse typu odbicie w okularach przeciwsłonecznych. Dla mnie majstersztyk, ale ja jestem totalnym laikiem pod względem filmów, więc moja opinia nie jest super profesjonalna, jest po prostu moja ;) Moja koleżanka, która uwielbia filmy, nie była specjalnie pod wrażeniem tego obrazu. Jak widzicie, opinie są różne ;)

Wielkim plusem był dobór aktorów. Serio, nie sądziłam, że można tak genialnie dobrać aktorów, że czasem zastanawiałam się, czy to nie pic na wodę i tak naprawdę istnieje wehikuł czasu i że twórcy nagrali ten film, gdy Freddie żył. Twórcy tak dopieścili ten film pod tym względem, że nawet epizodyczna (ważna, ale jednak epizodyczna) postać Boba Geldofa, organizatora Live Aid, zagrał aktor, który po charakteryzacji jest niemalże identyczny do pierwowzoru! Dla mnie jednak wygrał Gwilym Lee w roli Briana Maya. Serio, gdyby dostała zdjęcie Briana i ucharakteryzowanego Gwilymego i miała dwie sekundy na zdecydowanie, który to który, to bym w życiu nie odpowiedziała! Sam Brian przyznał, że czuł się jakby patrzył w lustro :D A jeśli chodzi o najgorszą charakteryzację aktora (chociaż nie ma żadnej tragicznej, po prostu chodzi o podobieństwo) to stawiam, z bólem serca, na Bena Hardy'ego. Ale za to zakochałam się w nim totalnie i rozpływam się, jak go widzę, więc no cóż - nadrabia urokiem osobistym :D <3
Jeśli chodzi o resztę aktorów, to też się cudownie spisali, cały zespół, serio! Rami Malek, Joseph Mazzello, Lucy Boynton, Ben, Gwilym i cała reszta - cudownie wcielili się w role, widać niesamowitą pracę jaką włożyli w ten film. Odtworzenie tych ruchów scenicznych, och... Cudo!

Muzyka oczywiście cudowna! Ale powiem Wam, że w kinie jest niesamowite nagłośnienie i warto iść posłuchać muzyki Queen w takim formacie <3

Jeśli chodzi o nieścisłości związane z filmem a faktami, to zupełnie mi nie przeszkadzało w odbiorze.  Do kina poszłam na luzie, w sumie nie znając jakoś szczególnie ich biografii. Tak mniej więcej wiedziałam co się działo, ale tak mniej niż więcej ;) Jeżeli znacie historię Queen to nie nastawiajcie się na dokument o nich. A Ci którzy nie znają ich historii, to nie uczcie się jej z tego filmu :P

Moją ulubioną sceną jest scena z Galileo, to cudowne nagłośnienie w kinie daje niesamowite wrażenie <3 A moją najmniej ulubioną sceną jest konferencja prasowa. Bardzo mnie dezorientuje, ale myślę, że taki miał być efekt. Więc z jednej strony mnie wkurza, a z drugiej strony podziwiam, że tak na mnie oddziaływała. :D

Słyszałam też głosy, że w sumie to tak nagle się skończyło i w sumie nie obraziliby się na drugą część. I moje serce mówi "Tak, tak, tak!!!". Jednak mój rozum, podpowiada mi, że to mogło być niepotrzebne odgrzewanie kotleta. Poza tym, to zakończenie pokazuje Freddiego takim jakim chciał być zapamiętany - legendą! I każde inne zakończenie mogłoby być po prostu złe i nie miało takiego wydźwięku. Jak dla mnie - ta końcówka jest mega symboliczna i piękna, a przede wszytkim mega odpowiednia.
Jak mówił Freddie: "Nie zamierzam być gwiazdą, zamierzam zostać legendą." i to zakończenie to pokazuje <3

Wiem, że film spotyka się z falą krytyki. I znów powołam się na moją parę jaźni. Serce oburzone krzyczy, jak może się nie podobać Bohemian Rhapsody!! Ale mój rozum mówi, że są gusta i guściki, nie ma filmu, który by pokochali wszyscy.
U mnie ten film wywołuje niesamowite emocje. Podczas seansu mam dreszcze, płaczę (szczególnie na Live Aid! <3 ), a po seansie wychodzę z uśmiechem na twarzy, a nocą nie mogę spać. Nawet miałam pomysł, żeby iść do kina przed egzaminem, ale uznałam, że przecież nic sensownego nie napiszę, będę miała w głowie tylko "How many galileos do you want?!" albo "Ay-Oh!" ;) Ogólnie to trochę zafiksowałam na punkcie Queen i całej ekipie z filmu. Wolne chwile (i nie tylko wolne) spędzam na przeglądaniu YouTube i Instagrama w poszukiwaniu filmików, zdjęć, memów związanych z tą zgrają <3 Na szczęście mam towarzyszkę doli (bo to przecież nie niedola ;P), czyli Ewelinę z instagrama terefere26 <3 Wymieniamy się postami i ogólnie dobrze jest pogadać z kimś tak samo zwariowanym na tym samym punkcie :D

Z całego serca polecam iść na Bohemian Rhapsody do kina (w Krakowie jeszcze grają <3 Ale chyba ogólnie w Cinema City jeszcze puszczają ten film). Przynajmniej, żeby wyrobić sobie opinie. W kinie jest mega nagłośnienie i muzyka Queen robi naprawdę wrażenie w takim wydaniu. Polecam pójść nawet dla samej muzyki <3 Ja pomimo, że znam na pamięć kolejność scen, nie muszę już patrzeć na napisy, słuchając soundtrack mogę spokojnie powiedzieć jaka była scena w filmie - to idę jeszcze w tym tygodniu! Nie mogę doczekać się seansów, a z drugiej strony smucę się, że to prawdopodobnie ostatnie seanse. Czekam do 4 marca na premierę DVD i będę oglądać i oglądać <3
Po raz pierwszy będę także czekać na rozdanie Oskarów i będę trzymać mocno kciuki, aby ten film otrzymał nagrody, bo moim zdaniem zasługuje <3

Z Freddiem <3

wtorek, 29 stycznia 2019

poniedziałek, 21 stycznia 2019