piątek, 27 września 2019

Krótko, zwięźle i na temat #1 - Wyobraźnia, Kraków, Mikołajek, szczęście i przyjaciele

3




Czasem po przeczytaniu książki nie ma się za dużo do powiedzenia. Czasem była po prostu dobra, czasem tak nudna, że nie wywołała żadnych emocji, a czasem zdarzało się, że nie była ani zła ani dobra, była po prostu średnia. I właśnie w tym cyklu będą pokazywane takie książki. Będę pisać o książkach, o których chciałam Wam zaprezentować, ale nie jestem w stanie napisać o nich więcej niż parę zdań 😉


Rozwiń swoją wyobraźnię Temple Grandin
Rozwiń swoją wyobraźnię to swoista autobiografia. Nie jest to typowa biografia, bo Temple nie jest typową kobietą. Jest wynalazczynią, doktorem zootechniki oraz wysokofunkcjonującą osobą z autyzmem. W swojej książce opowiada o swoim dzieciństwie, swoim życiu, o tym jak pracowała nad swoimi wynalazkami i dlaczego zbudowała „maszynę do przytulania”. To wszystko jest opisane bardzo fajny, przystępny sposób, że dopiero pod koniec czytania orientujesz się, że to w sumie taka autobiografia. Dodatkowo załączone są 25 projektów, które mogą wykonać dzieciaki. Myślę, że Rozwiń swoją wyobraźnię będzie dobą pozycją na prezent dla dziecka, jeśli macie dzieci lub pracujecie z nimi to też się przyda. Moim zdaniem może rozwinąć wyobraźnię i zainspirować dzieciaki do działania 😉





Bajki mariackie Ewa K. Czaczkowska
Jak wiecie, a jak nie wiecie to się dowiecie, że Kraków kocham całym moim sercem. Może nie jestem wielkim podróżnikiem i wiele nie zwiedziłam, ale w Krakowie czuję się jak w domu. Przez całe technikum na pytanie na jakie studia planuję iść, odpowiadałam „Jakieś w Krakowie”. I udało się! Od dwóch lat studiuje w Krakowie i moja miłość kwitnie! No, ale dość dygresji! Gdy zobaczyłam zapowiedź Bajek mariackich to po prostu wiedziałam, że muszę je mieć. I nie zawiodłam się. Bajki są przyjemnie napisane (nie tylko dla dzieci) i pięknie ilustrowane przez Katarzynę Fus. Cudeńko, które każdy miłośnik Krakowa powinien mieć na swojej półce.

Mikołajek. Jak to się zaczęło? Jean-Jacques Sempé, René Goscinny
Uwielbiam Mikołajka! Moi rodzice czytali nam jego przygody wiele razy i stał się jednym z symboli mojego dzieciństwa. Gdy usłyszałam, że historia Mikołajka zaczęła się od komiksów była zaskoczona, ale też wiedziałam, że nie mogło zabraknąć tej pozycji na mojej półce. W tym zbiorze znajduje się 28 jednostronicowych komiksów. Krótkie, śmieszne, po prostu w stylu Mikołajka. Mimo że uważam, że każdy fan tego chłopaka powinien mieć tę książkę na swojej półce, to jednak moim zdaniem cena tej pozycji jest trochę wygórowana. Owszem, jest to duża formatowo książka i ładnie wydana, ale jest bardzo cieniutka. Co to jest 28 komiksów, które każdy zajmuje jedną stronę? A cena okładkowa to 45 zł! Ja dałabym może 20 zł, góra 25 zł. Polecam szukać promocji, bo warto mieć Mikołajka😉




Atlas szczęścia Helen Russell
Atlas szczęścia to pozycja, która uświadamia, że szczęście różne ma imię. W książce autorka opowiada o 33 sposobach czy filozofiach, które pomagają osiągnąć satysfakcję z życia. W każdym kraju co innego uznają za szczęście. Cóż, nie jestem zdziwiona, że nie opisała Polski, bo jak śpiewał Kazik Staszewski „Polacy mają depresję totalną, dlatego, że nie ma słońca. Przez 7 miesięcy w roku, a lato bywa czasem nie gorące.”. Z tym słońcem coś jest, bo bardzo dużo krajów opisanych w tej książce ma ciepły klimat 😉 Atlas szczęścia to idealny materiał na prezent, pięknie ilustrowany, no i tematyka bardzo przyjemna. Ale nie musi być to prezent dla innej osoby, sobie samemu też można sprawić prezent. Książka Helen Russell inspiruje do szukania własnego przepisu na szczęście. Ja odkryłam, że jestem mieszaniną bardzo różnych filozofii m.in. angielskiej, hawajskiej 😉
Na dobre i na złe Magdalena Trubowicz
Pierwszy tom cyklu Przyjaciele zapowiadał się naprawdę dobrze. Myślałam, że będzie lekko, zabawnie i niezobowiązująco. Jak ja się myliłam! Było niesamowicie nudnie. Nic tam się nie działo. Wszystkie wydarzenia są bez żadnego związku przyczynowo skutkowego. Nic nie trzymało się kupy. Jedna z głównych bohaterek, Alicja, była nieziemsko głupia i irytująca. Nie raz, nie dwa miałam ochotę trzepnąć ją. A do tego na każdej stronie żenujące rozmowy i żarty o seksie i okresie. Było też mnóstwo stereotypów, które nie śmieszyły, tylko irytowały. Niezrozumiałe dla mnie mylenie „Cypiska” z „Pieguskiem”! Dlaczego?! Nie mogę tego zrozumieć. Nawet w wymowie te słowa nie są podobne do siebie.
Autorka nie kryje się, że inspirowała się serialowymi Przyjaciółmi. I nie mam nic do tego, bo inspiracja jest dozwolona i tak dalej. A ja nie ukrywam, że nie jestem wielką fanką serialu, znaczy oglądałam cały i podobał mi się, ale nie jestem psychofanką. A mówię to, żeby podkreślić, że nie jestem rozzłoszczoną fanką serialu, która hejtuje tę książkę. Tylko jako czytelniczka mówię, że to naprawdę słaba książka. Nie taką Magdalenę Trubowicz znałam (jej Drugie życie Matyldy uwielbiam <3)


Za książki Atlas szczęścia, Rozwiń swoją wyobraźnię dziękuję Aim Media

Za książki Bajki mariackie, Mikołajek. Jak to się zaczęło? dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon
Za książkę Na dobre i na złe dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona


poniedziałek, 23 września 2019

piątek, 20 września 2019

"Nadgryzione jabłko” Chrisann Brennan

0




Miała być biografia Steve’a Jobsa, a wyszła autobiografia. A szczerze powiem, że nie interesuje mnie życie autorki.

Podtytuł brzmi Steve Jobs i ja – wspomnienia więc na początku nie byłam zła na historie tylko o Chrisann. Wiadomo, że nie znali się od kołyski, poznali się, gdy byli nastolatkami. Ich relacja była dosyć burzliwa i przypomniała sinusoidę. Ale po jakimś czasie zaczęłam się nudzić podczas czytania. Myślę, że czarę goryczy przelał rozdział, w którym opisana była podróż Chrisann do Azji. Bez Steve. Ja rozumiem, że nie byli przywiązani do siebie łańcuchami, ale w tym rozdziale opisane były przemyślenia, emocje autorki, które doświadczyła podczas tej podróż. Hej! Przecież można było to opisać maksymalnie w jednym akapicie typu „I wtedy nie byłam z Stevem. Pojechałam tu i tu. Doświadczyłam tego i tego. Blabla.”. Ja nie miałam ochoty czytać o życiu duchowym autorki.

Oczywiście, we wspomnieniach pojawia się Steve. I te fragmenty najbardziej mi się podobały. Dzięki nim tworzy się jego prywatny portret. Jaki miał charakter, jak traktował ludzi. Nie dowiecie się z tej książki jak pracował. I cóż, mimo że cenię i szanuję jego pracę, to wiem, że nie chciałabym mieć jego jako znajomego czy nawet jako pracodawcę. Wiem, że nie dogadalibyśmy się, nie potrafiłabym znieść takiego traktowania.

Ogólnie niespecjalnie polecam tę książkę osobom, które chcą dowiedzieć się czegoś o Steve. Raczej poleciłabym to czytelnikom, którzy uwielbiają go i po prostu muszą przeczytać wszystko na jego temat (ja tak mam z zespołami muzycznymi takimi jak Guns N’ Roses, AC/DC, Queen czy Janis Joplin, więc rozumiem takie osoby 😉). Christann ma bardzo uduchowiony i artystyczny styl (ja nazywam takie osoby nawiedzonymi) i zupełnie mi nie podszedł. Bardzo źle mi się czytało tę książkę. Ale są gusta i guściki, więc może komuś się podobała ;)

Za książkę dziękuję Aim Media



środa, 18 września 2019

"Druga strona nocy” Joanna Jax

1



Trzeci i zarazem ostatni tom trylogii Zanim nadejdzie jutro. I po raz kolejny Joanna Jax mnie nie rozczarowała.

O fabule nie będę się rozpisywać, bo nie będę spoilerować, komuś kto czytał dwie poprzednie części, a komuś kto nie czytał to tym bardziej, ale zarazem bardzo polecam sięgnąć po tę trylogię (TUTAJ możecie przeczytać, co myślę o nich). Mogę tylko powiedzieć, że dzieje się, oj dzieje się.

Joanna Jax nie szczędzi nam emocji. Przez poprzednie części zdołałam już zżyć się z bohaterami i Drugą stronę nocy czytałam cała w napięciu.  Kocham za to autorkę, bo potrafi samymi słowami wyprowadzić z równowagi. Chociaż może powinnam mieć do niej pretensje za moje zszargane nerwy 😉

Trylogia Zanim nadejdzie jutro pokazuje i uświadamia, że nie ma człowieka, który jest krystalicznie dobry lub zły do szpiku kości. Każdy ma w sobie cząstkę dobra i zła. I każdy musi sam zdecydować, co będzie w nim dominować. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło, które wcale nie powoduje mniejsze wyrzuty sumienia. Ale takie właśnie jest życie. I dlatego uwielbiam książki Joanny Jax. Ona nie ubarwia rzeczywistości. Mimo że zdaję sobie sprawę, że są to fikcyjne postacie, to ja czuję podczas czytania, czuję, jakbym czytała prawdziwe historie.

Jednak nie ma co się smucić, że to już koniec, bo autorka nie odpoczywa i już 24 września jest premiera kolejnej trylogii Prawda zapisana w popiołach, która łączy losy bohaterów z sagi Zemsta i przebaczenie oraz Zanim nadejdzie jutro. Ja muszę jeszcze nadrobić 3 ostatnie tomy pierwszej sagi, ale już na dniach się za nie zabieram, żeby być już na bieżąco z seriami Joanny Jax :D Szczerze? Już się nie mogę doczekać!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf SA



wtorek, 27 sierpnia 2019

"Trzydzieści kopert" Ewa Mielczarek

2



Kiedy Ciocia Ebi (a raczej Ewa Mielczarek, ale dla mnie zawsze będzie ciocią, sorry but not sorry) powiadomiła, że za niedługo wydaje książkę to po prostu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Każdy kto nie zna Cioci (wstyd!), musi wiedzieć, że to jedna z najbardziej ciepełkowych osób, jakie znam. I jej książka jest idealny odzwierciedleniem jej osoby.

Hania za parę miesięcy kończy 30 lat. Pracuje w kasie na basenie, nie ma męża, ba! nawet chłopaka, mieszka nadal z rodzicami, opiekuje się dziećmi swojej młodszej siostry. No ogólnie, plany jakie miała po liceum nie wypaliły, a ona jedyne co mogłaby zaśpiewać to „Znowu w życiu mi nie wyszłooo”. Ale na szczęście ma przyjaciół, którzy nie chcą patrzeć jaka jest nieszczęśliwa, więc Robert jako prezent noworoczny daje jej pudełko po butach. Nie jest to zwykłe pudełko, ponieważ w środku znajduje się tytułowe trzydzieści kopert, które pomogą jej w zrealizowaniu swoich marzeń.

Książka Cioci jest niesamowicie optymistyczna, słodka (choć niektórzy bohaterowie są bardzo irytujący, ale oni właśnie są przeciwwagą, żeby za słodko nie było) i właśnie ciepełkowa. Pewnie zastanawiacie się co to jest za przymiotnik „ciepełkowa”. Wyobraźcie sobie grudniowe popołudnie, za oknem szaleje zamieć, a Wy właśnie wróciliście do domu z przymusowego godzinnego spaceru. Jesteście przemarznięci do szpiku kości. Zakładacie ciepłe i suche ubranie, siadacie w ulubionym fotelu razem z gorącym kubkiem ulubionego napoju i przykrywacie się kocem. Czujecie to uczucie przepływającego ciepła przez Wasze ciało? To właśnie uczucie, gdy czytacie ciepłekowe powieści.

Wracając do Trzydziestu kopert, nie jest to odkrywcza książka. Nie ma tu emocjonujących zwrotów akcji, nie ma pościgów i wybuchów. Nie ma dramatów (no może małe, ale takie malutkie). Ale ja nie wymagam od takich książek tego wszystkiego. Ciepełkowe (chyba nadużywam tego słowa) historie mają być spokojne, harmonijne. Po przeczytaniu takiej książki chcę zamknąć ją i uśmiechnąć się pod nosem. Poczuć uczucie spełnienia. I właśnie Trzydzieści kopert takie jest! Ja jeszcze dodatkowo popłakałam sobie na koniec. Ale tak ze szczęścia. Historia Hani uświadamia, że marzenia trzeba spełniać i o nie walczyć. Nie ważne, w jakim punkcie swojego życia jesteście. Lepiej późno niż wcale.

Trzydzieści kopert to taki mój książkowy odpowiednik filmu Bohemian Rhapsody (dla niewtajemniczonych - oglądałam ten film 12 razy w kinie i 3 razy w domu, oczywiście będzie więceh razy :P) . Po przeczytaniu mam ochotę znowu po nią sięgnąć (w momencie publikowanie tego tekstu przeczytałam ją już 2 razy, a książka wyszła na początku maja). Doskonale wiem, co się tam wydarzy, nie jestem niczym zaskoczona, ale to historia, do której lubię wracać. Myślę, że jest to jedna z tych książek, która będzie mi towarzyszyć przez całe moje życie.
W sekrecie Wam powiem, że moim marzeniem jest zobaczenie serialu na podstawie tej książki!

poniedziałek, 26 sierpnia 2019